07.04.2012. Zaczęło się w Wielki Piątek. Tata przywiózł koszyk jakiś taki, co jeszce w życiu nie widziałem. Wystawały z niego same przysmaki. Jak się później okazało to dziadek Rysiu miał jakieś układy z zającem.
 W Wielką Sobotę mama zabrała mi koszyk i ciągle powtarzała "święconka, święconka". O czym oni mówią, dawać mi koszyk do grzebania. Gdzieś mi się on stracił z oczu, zmęczony poszedłm spać. Gdy wstałem idę sobie korytarzem nagle patrzę - jest koszyk, teraz już mu nie odpuszczę, heja...
 W sobotę też przyjechał wujek Mariusz. Powiedział, że nie wie czy nas w święta odwiedzą bo Przemek chory - Przemek wracaj do zdrowia, bardzo lubię gdy mie nosisz - i od razu przywiózł pakę z zajączkiem. Zaglądam do paki a tam taaakie zabawki, no to dawajjj do zabawy...
 Niedziela Wilkanocna przywitała nas śniegiem. Wstałem już o 6.20 bo coś słyszałem że pójdę z tatą do kościoła na 7.00, ale to nie do mnie było, tata poszedł sam. Jak wrócił to było śniadanie z jajami. W zasazie wszystko tego dnia było inaczej. Podwieczorku nie chciałem jeść normalnie więc jadłem nienormalnie.
 Ale i tak goście byli najważniejsi. Mama wyprawiała też imieniny więc dostała więcej prezentów niż ja ale nie takie fajne jak moje.
 W Lany Poniedziałek jedziemy do dziadka, też na imieniny. Ale było super, grzebania co nie miara, a wszyscy tylko czekli żeby się ze mną bawić.
 Na zakończenie opowiem wam pewną historię która mnie rozbawiła, ale ciocie Monikę już nie. Otórz, brykam sobie, zgłodniałem no to butla. Wypiłem i w tem - ach małą kupkę sobie strzelę. Trzymał mnie wtedy tata i nie był do końca pewny czy to kupka czy tylko bączek. W pobliżu była akurat ciocia Monika więc woła i mówi nachyl się i powąchaj czy to kupa. Monika się nachyliła, wąchając tak się zaciągnęła że nagle, o jej pobladła i szybko uciekła "zapijać" winem - KUPA jak nic. |